świadectwa
To On, a nie „przypadek”

Uważam, że podjęcie decyzji o pójściu na pielgrzymkę nigdy nie jest przypadkiem. Szczególnie po tegorocznym pielgrzymowaniu wiem, że przypadki występują tylko w języku polskim. Każdy zjawia się tam z jakiegoś powodu, w jakimś celu. Czy w innym wypadku cały ten trud miałby sens?

To nie jest łatwe. Wyjść z domu, z ciepłego łózka i po dobrym śniadaniu; ze świadomością, że nie zazna się tego przez najbliższy tydzień. Z początku, na Mszy otwierającej pielgrzymkę dla 8 grupy – Salwatoriańskiej, idącej z Trzebnicy, czuje się jeszcze tą ekscytację w powietrzu. Mimo tego, że jest 6 rano, wszyscy są obudzeni i gotowi na drogę. Jeszcze błogosławieństwo i czas start. Wyruszamy w to, co nieznane.

Nieznane? Dla wielu z pielgrzymów, w tym dla mnie, którzy nie idą pierwszy raz, trasa wydaje się całkiem znajoma. Kojarzy się miejscowości, w których są następne odpoczynki, Msze. O co więc chodzi?

Tym co naprawdę jest nieznane dla mnie na początku pielgrzymki, jest moje wnętrze. To jakim właściwie człowiekiem jestem. Wiem, że wychodzę w trasę do Częstochowy, którą mniej więcej znam, ale wychodzi w tę trasę osoba, która nie zna się prawie wcale i nawet nie zdaje sobie z tego sprawy.

Pielgrzymowanie nie było łatwe. Zmienna pogoda, pył i błoto na drodze, burze w nocy, niewyspanie i odciski. Myślę, że to właśnie towarzyszyło każdemu z pielgrzymów. A ja w każdej z tych niedogodności dowiadywałam się o sobie samej coraz więcej, i nie zawsze było to przyjemne.

Czułam, jak bardzo rozmowa z drugim człowiekiem i Bogiem w modlitwie, wsłuchiwanie się w słowa konferencji, śpiewanie Godzinek; jak bardzo w tym wszystkim, On ukazuje mi rzeczy, nad którymi muszę pracować, które są do poprawy we mnie samej, które nie grają.

Brzmi to przygnębiająco, dopóki do wszystkiego tego nie dodamy głosu Boga, który mówi, że on w tych wszystkich moich niedociągnięciach chce być. W każdym moim trudzie na pielgrzymce i w życiu codziennym. On chce wchodzić w to wszystko zostawiając we mnie Swoją Bożą, nieograniczoną radość. Bo On naprawdę przychodzi i jest w całej grupie 8, w ludziach, z którymi przeszłam tę trudną drogę, z którymi rozmawiałam, śmiałam się, modliłam się i tańczyłam na pielgrzymim szlaku.

On nie zostawił nikogo z nas samym sobie. To On, a nie „przypadek” zaciągnął każdego z nas na tę nieznaną drogę. I ,nie tylko, pozwala każdemu z nas wyciągnąć z tej trasy lekcje na przyszłość, ale też pozwala odkryć się w drugim człowieku.

Dlatego właśnie uważam, że ten właściwy cel pielgrzymki – Jasna Góra, jest bardzo ważny, Stojąc przed Obrazem Maryi czułam jak myśli kotłują się w mojej głowie i tylko łzy mogły je wyrazić. Ale jednocześnie myślę, że Bóg dał nam ją – Mamę w Częstochowie, abyśmy wyruszali w trasę, która jest najważniejsza, która przybliża nas do tego, który najbardziej nas ukochał, do samego Boga.

Zobaczcie nasze zdjęcia TUTAJ!