Nasze relacje

Belgijka, chrzest i radość

10.08.2017 | Agata i Krzysiek

Kluczbork- Borki Wielkie

Wstaliśmy O 4 45. Ten dzień zapowiadał się nieco ekstremalnie, boh przed nami najdłuższy etap, ponad 33 kilometry. Lekko śpiący, ale zadowoleni udaliśmy się w drogę. Po porannych modlitwach zatrzymaliśmy się na postoju, aby odpocząć. Przy następnym etapie weszliśmy w strefę ciszy. Mogliśmy skupić się na Ewangelii, przemysleć wiele spraw, wysluchać konferencji. Nadszedł czas na kolejny odpoczynek.

Spędziliśmy go radośnie tańcząc "belgijkę" i radosnym krokiem udaliśmy sie w dalszą podróż. Wreszcie dotarliśmy do Olesna, gdzie odbyła się Msza Święta, podczas której staliśmy się świadkami zawarcia Skramentu Małżeństwa. Mieszkańcy tej, jak rownież innych miejscowości mijanych po drodze przygotowali dla nas przepyszny poczęstunek. Kolejne dwa etapy spędziliśmy na modlitwach rożańcowych. I doszliśmy do Borek Wielkich, gdzie rozłozyliśmy namioty. Swoją obecnością zaszczycił nas ks. Proboszcz Parafii Ratowice. Dzięki Niemu nie poszliśmy spać głodni, bo zostaliśmy obdarzeni przeróżnymi ciastami. Wieczorem spotkaliśmy się, aby odśpiewac Apel Jasnogorski i podziękować Bogu za wspólnie spędzony czas.

Pomimo tak długiej trasy, dzień był niesamowity, bo doswiadczyliśmy wielu niepowtarzalnych i radosnych chwil.

Agata Cerkowniak

Borki Wielkie - Bór Zapilski

Nareszcie! Siedem godzin snu i chyba pierwszy raz odkąd tutaj jestem coś mi się przyśniło( chociaż bez przebudzeń się nie obeszło). Wyjście o 6:25, czyli full wypas. Zresztą cała pielgrzymka dzięki gościnności gospodarzy i dzięki atmosferze, którą stworzyliśmy jest super. Staliśmy się jedną, wielką i nietypową rodziną na osiem dni. Chociaż te dni zlewają się w lata znajomości.

Dzisiejszy dzień był jednym z krótszych. Mieliśmy do przejścia nieco ponad 20 km, więc co to dla nas? Dodatkowo każdemu dopisywał dobry humor ze względu na imieniny naszej "ósemeczki". Każda grupa DOBROWOLNIE obdarzyła nas słodyczami i pięknymi życzeniami po mszy, która była połączona z sakramentem namaszczenia chorych.

Na miejsce dotarliśmy około godz. 17. Ku naszemu zaskoczeniu zastaliśmy namiot z herbatą i kawą oraz leżaczki. Apel dzisiaj mieliśmy wyjątkowo wcześniej, ze względu na chrzest. Tak chrzest, jednak nie mowa o sakramencie, lecz o przyjęciu do grona "Ósemki" pierwszaków, czyli osoby, które szły w tym roku pierwszy raz. Zadania, nie powiem, były kreatywne, a na pierwszy rzut oka banalne. Z zamkniętymi oczami dostaliśmy do zjedzenia cytrynę. Czekał nas także wybieg mody, na którym prezentowaliśmy własnoręczne, pięciominutowe wianki. Najgorszym wyzwaniem było jednak wypicie 1l wody, ale z pewnym dodatkiem, a konkretniej z sześcioma torebkami kwasku cytrynowego. Daliśmy radę, chociaż nie wiem czy sie opłacało, bo potem strasznie bolały nas brzuchy, ale no cóż kazdy z nas musiał to kiedyś przejść.

Dzisiaj odbyło się również spotkanie podsumowujące i podziękowania-działo się. Koniec dnia spędziliśmy na karimatach przy dźwiękach gitary i własnych gardeł, ale mieszkańcy "Zielonego namiotu" uważali, że to nie jest dobry czas na śpiewy zważywszy na to, że było po ciszy nocnej. Nie mogę zapomnieć też o pewnej rodzinie z Boru Zapilskiego, która przyjmowała pielgrzymów tyle, ile zdołała i o pięciu więcej. Naprawdę wyglądaliśmy jak stado pasących się owiec, ktore beztrosko sobie jedzą i odpoczywają

Krzysiek Wrzesiński.

Zobacz nasze zdjęcia z wejścia Na Jasną Górę w GALERII G+

Kalendarz

Świadectwa