Nasze relacje

Odczułem zmęczenie, a ja wyczekiwałam

20.10.2018 | Santiago Sękalski, Agata Żabska

We wrześniu siedząc na kasie w Intermarche powiedziałem Weronice, że chce iść na pielgrzymkę, a najbliższa jest dopiero w październiku. Czas leciał zbyt wolno, a mnie w środku dusiło, po prostu potrzebowałem tej pielgrzymki. W końcu doczekałem się tego dnia tak się doczekałem, że dwa dni przed pielgrzymką zachorowałem ale powiedziałem sobie, że nawet z gorączką pójdę ponieważ "wszystko mogę w Tym który mnie umacnia".

Wstając rano czułem się źle i miałem chęć odpisać znajomym, że "wybaczcie ale nie idę" ale nie, nie mogę być tak słaby. Wsiadłem do pociągu i pojechałem. Gdy już stałem pod katedrą pomyślałem, już teraz nie ma powrotu. Moje ciało było wyczerpane ale mój duch się radował.

Ruszyłem z myślą, że jak przeszedłem już pielgrzymkę Częstochowską to ta jednodniowa w ogóle jej nie odczuje. Na drodze spotkałem tyle wspaniałych osób, które sprawiają uśmiech na mej twarzy. Naprawdę cieszyłem się ich obecnością ponieważ w każdym z nich dostrzegałem Go. Moment ciszy jak dla mnie był za krótki ponieważ gdy zacząłem z Nim rozmawiać nie doszedłem nawet do połowy tego co chciałem przegadać, a tu koniec tej ciszy, lecz rzekłem Mu, że spokojnie może teraz nie skończyliśmy ale ja tak tego nie zostawię, dokończymy to Jezu.

Nie wiedząc czemu co przerwę coraz bardziej odczuwałem zmęczenie aż w końcu doszliśmy do Jadwigi. Wszyscy siedzieli, a ja się położyłem bo już nie dawałem rady, bolały mnie nogi, dostałem gorączki ludzie mówili mi że wyglądam okropnie, a ja poczułem że tak powinno się kończyć pielgrzymkę. Powinno się ją odczuć.

Najbardziej odczuwam Boga właśnie na pielgrzymce nie dlatego że pielgrzymka ma swój własny zapach lecz dlatego że pielgrzymka jest częścią Boga.

Santi

Zobacz nasze zdjęcia w GALERII G+

Z pielgrzymką jestem związana odkąd pamietam. Nie wyobrażam sobie wakacji bez przejścia conajmniej kilku etapów trasy do Częstochowy, a października bez „odwiedzin” u św. Jadwigi. O moich pielgrzymkowych doświadczeniach mogłabym opowiadać bez końca, może powstałoby z tego całkiem długie świadectwo...

Jednak w tym roku szczególnie wyczekiwałam tego dnia. Powodów było mnóstwo: wspaniali ludzie, świetny klimat, okazja do rozmowy czy pośpiewania wesołych piosenek. Ale nie do końca w tym rzecz.

Pielgrzymka do Trzebnicy trwa tylko jeden dzień. Można by powiedzieć, że trochę krótko. Niby nic wielkiego, szczególnie dla osób, które pielgrzymowały do Częstochowy, ale jest to naprawdę intensywny czas. Czas, w którym odkrywamy Boga w zwykłych gestach drugiego człowieka, w pięknie przyrody czy chwili ciszy.

W natłoku codzienności, szkoły, sprawdzianów często zapominamy do tym, co najważniejsze. „Nie mamy czasu”, żeby na chwilę się zatrzymać. Mamy już tak dosyć, że chcemy rzucić to wszystko, brakuje nam sił i chęci do działania. A nasze życie wydaje się „bez sensu”.

Dlaczego o tym wspomniałam? W ostatnim czasie tak właśnie się czułam. Nowa szkoła, nowe zagadnienia, weekendy nad książkami. Tutaj z pomocą przyszła właśnie pielgrzymka. Tego dnia zostawiłam wszystko i poszłam. Nie musiałam przejmować się tym, którędy mam iść. Szlam z moimi „braćmi” i „siostrami” przed siebie, a na samym przedzie był Jezus Chrystus na krzyżu, który prowadził nas przez cały ten dzień. Wśród tłumu ludzi może ciężko było Go zobaczyć, ale tak samo jest w naszym życiu. On ciagle jest blisko nas, ale my Go nie zauważamy. Wystarczy uwierzyć, zaufać, a On będzie nas prowadzić, „Jeśli nasz Bóg jest z nami, już nic nas nie zatrzyma”.

Potrzebowałam tego jednego dnia, nie żałuję, że zdecydowałam się na pielgrzymkę. Wy też nie pożałujecie, jeśli wybierzecie się na pielgrzymkę z salwatoriańską grupą 8!

Chwała Panu!

Żaba

Kalendarz

Świadectwa