Świadectwa

RMS zbliżył mnie do Boga

20.10.2018 | Ola Grzywniak

Być może będzie to pewnego rodzaju świadectwo, moje przemyślenia... Chciałabym się z wami podzielić moją historią, choć wiem, że szału nie ma. Pierwsze rekolekcje, na które pojechałam były 1,5 roku temu. Pamiętam, że nie zastanawiając się powiedziałam w domu, "jadę!". Wtedy zaczęłam piękny rozdział w moim życiu, który trwa do dziś.

Nie chcę opisywać wszystkich wyjazdów, bo każdy był wyjątkowy, każdy przeżywałam inaczej, na każdym poznawałam samą siebie, jak i Najwyższego w inny sposób, w innej sytuacji.

W tych wypocinach chciałabym szczególnie uwzględnić jeden dzień. Dzień mojego bierzmowania.

Bierzmowanie... Dla niektórych to tylko "odpukać" i tyle. Jednak są osoby, które naprawdę tego chcą i mają świadomość z czym to się wiąże, że to nie jest sakrament kończący naszą "przygodę" z Kościołem, lecz początek, nowy rozdział. Czym jest dla mnie bierzmowanie, uświadomiłam sobie godzinę przed uroczystością. Moim zdaniem, bierzmowanie jak i inne sakramenty, to coś niesamowitego. My (ludzie) tak naprawdę nie zasługujemy na to co możemy dostać, ale Bóg tak nas kocha, że mimo upadków, słabości, grzechów daje coś tak cudownego, jak dary Ducha Świętego. Gdy wypowiedziałam te słowa do mojej siostry, popłakałam się jak dziecko, nie wierząc, że już za chwilę otrzymam coś tak pięknego.

Nawet na samej Mszy Świętej próbowałam powstrzymać emocje. Idąc w stronę Biskupa cała się trzęsłam, czułam pewien niepokój, ale i radość. Widząc kamienne twarze osób, które mnie mijały zastanawiałam się, czemu choćby się nie uśmiechają, przecież właśnie powstało w nich niezatarte znamię, znamię, które świadczy o dojrzałości chrześcijańskiej i pewnego rodzaju świadomości naszej wiary. Dlaczego mówie tu o tym? Bo to RMS otworzył mi oczy, bo to dzięki RMS-owi mogłam jak i dalej mogę rozwijać swoją wiarę i siebie, bo to dzięki RMS-owi świadomie przyjęłam ten sakrament, bo RMS zbliżył mnie do Boga, bo gdyby nie RMS to nawet nie chce wiedzieć, co by się ze mną działo.

Dzięki tej wspólnocie otworzyłam się na Boga jak i drugiego człowieka. Chciałabym bardzo podziękować wszystkim, którzy mnie znoszą, mojej rodzinie (i biologicznej, i tej dziwnej, czasem nienormalnej, wspólnotowej) szczególnie księdzu Szeszko, mojej siostrze i przyszywanym siostrom, każdemu, z kim mogłam rozmawiać, kminić lub po prostu być obok, a przede wszystkim dziękuję Tobie Boże, za wszystko dobro, które pozwoliłeś mi doświadczyć.

Kalendarz